Postać Adama Mickiewicza - naszego wielkiego poety, literaturoznawcy i popularyzatora Polski i polskości wplotła się w jakiś tajemniczy dla mnie sposób w historię i współczesność Bułgarii. Bułgarskiej kulturze literackiej rewelacyjnie przyswoili go tłumacze, ale jak Mickiewicz stał się patronem sofijskiej szkoły podstawowej (15 СОУ "Адам Мицкевич"), sofijskiego przedszkola (41 ОДЗ "Адам Мицкевич") oraz ulicy w Sofii (ул. Адам Мицкевич)? Jak to się stało, że imieniem Adama Mickiewicza nazwano ulicę w nadmorskim mieście Burgas? Ciekawe, czy w Polsce istnieją jakieś placówki lub obiekty noszące imiona bułgarskich patronów?
Będąc kiedyś w tatrze na przedstawieniu dla dzieci wypełniliśmy mini ankietę, w której podaliśmy dzień urodzenia naszego synka oraz dane adresowe. Po kilku miesiącach niespodzianka w skrzynce pocztowej.
Otwieramy kopertę, a tu sympatyczne życzenia urodzinowe oraz bezpłatne zaproszenie dla dziecka z jednym rodzicem. Do wyboru cztery możliwe przedstawienia. Wybraliśmy się na bułgarską bajkę ludową - Śliwki za śmieci /сливи за смет/(W skrócie - chłopak szuka żony, oferuje śliwki w zamian za śmieci. Wybiera tę dziewczynę, która jest tak porządna, że nie ma w domu żadnych śmieci i aby dostać śliwki musi śmieci pożyczyć od sąsiadów).
Przedstawienie zrealizowane było w oszczędnej, ale bardzo dowcipnej scenografii. Występowała tylko jedna aktorka, która obsługiwała rekwizyty oraz pomysłowo animowała 2 postaci jednocześnie. Doskonała rozrywka, również dla dorosłych, którzy kilka razy wybuchali gromkim śmiechem.
Po przedstawieniu kolejna niespodzianka. Aktorka wezwała na scenę dzieci, które do teatru przyszły na urodzinowe zaproszenia. Życzenia urodzinowe od całej sali, trochę wygłupów i tym sposobem właśnie można przekonać dziecko do chodzenia do teatru, bo przecież nie sposób takiego teatru nie polubić.
Przedstawienia dziecięce nie są drogie, gdyby trzeba było płacić normalnie. A do tego grane są przez kilka różnych teatrów. Często jest kłopot z dostaniem biletów. Chyba nie jest tak źle z tym promowaniem kultury wśród najmłodszych :)
Centrum Sofii, któryś z małych sklepików z odzieżą zafundował sobie taką 'ozdobę' swojej antywłamaniowej żaluzji. Asortyment schowany w środku sklepu ładny, ale widać go tylko wtedy, gdy właściciel podniesie do góry garażową bramę. W innym miejscu miasta wypatrzyłem na filarze estakady ciekawie 'zrobionego' Jezusa. Którymś razem w końcu go sfotografuję.
Pod koniec kwietnia na skwerze przed rektoratem Uniwersytetu Sofijskiego rozlokowana była dość interesująca wystawa fotograficzna. Na dziesiątkach prac przedstawiono najciekawsze zabytki architektoniczne Bułgarii. Większość obiektów lata świetności ma dawno za sobą, dziś w przeważającej części są to ruiny, ale nawet to, co z tych budowli pozostało wskazuje na dawną świetność cywilizacji. Najstarsze budowle to pozostałości okresu trackiego, są też ślady obecności na tych terenach Rzymu. Znajdą się również ruiny kilku warowni średniowiecznych. Najnowsze budowle mają charakter sakralny (cerkwie i monastyry). Nie brakuje też budynków charakterystycznych dla bułgarskiego Odrodzenia.
Obrazki najlepiej prezentowały się w dzień, przy silnym słonecznym świetle. W nocy ich podświetlenie było zbyt słabe by w pełni docenić jakość fotografii. Nocą natomiast wyglądały tak, jakby oświetlane były przez świetliki. Bardzo sympatyczny widok.
Oglądaliśmy rodzinnie polskiego klasyka z roku 1971 - "Nie lubię poniedziałku" - reżyseria i scenariusz Tadeusz Chmielewski. Film fantastyczny, klimaty jak u Barei, a momentami nawet i lepsze. (Chociaż tak po prawdzie i jeden i drugi reżyser jest klasą sam dla siebie. Obaj genialni!!!)
I oto co wypatrzyła w tym filmie moja żona wyczulona na szczegóły. Rok 1971, gdzieś w Warszawie, a na szybie czerwony napis - Sofia :)))
Jej, jak bardzo polubiliśmy to święto. Kolory polskie - biały i czerwony - cieszą oko. Do tego ta atmosfera.
Dziś maluch zabrał dla swoich kolegów z przedszkolnej grupy cała torebkę marteniczek. Inne dzieci rano też niosły ze sobą marteniczki dla swoich przyjaciół. W koszyczkach, w małych foliowych torebkach. Pogoda pod psem (co w Sofii ma dodatkowo paskudny wydźwięk, ale o psach napiszę innym razem)...
...no więc pogoda pod psem, ale kiedy ktoś otrzymuje marteniczkę od razu się rozpromienia. Przepiękny zwyczaj, strasznie będzie mi go brakować kiedyś.
W przeddzień 1 marca stragany z martenicami czynne były do godziny 23 nawet!!! Bo jak to nie obdarować najbliższych marteniczką? Lada moment martenice będą wszędzie jako element wystroju nawet :)
Czasem człowiekowi przychodzi żyć niczym pod puchową pierzynką. Jak bardzo można się zdziwić, kiedy pierzynkę zobaczy się z góry? W dole oczywiście Sofia z jej charakterystyczną zabudową ;-) Komunikacja lotnicza odbywała się normalnie :)
Jak podał bułgarski Instytut Gospodarki Rynkowej, Bułgarzy w tym roku będą pracowali na utrzymanie swojego państwa do 4 maja. Od 5 maja zaczną pracować na siebie. W Polsce dla przykładu w roku 2010 obywatele pracowali na potrzeby państwa do 23 czerwca. W 2011, ponieważ podniesiono w Polsce podatek VAT, dzień wolności podatkowej wypadnie jeszcze później. Parametr charakteryzuje gospodarkę kraju pośrednio, przy okazji, również pośrednio, pokazuje jak wiele miejsca zajmuje państwo w państwie, a ile miejsca zostaje dla obywatela.
Ciepły wiatr znad Afryki przywiał nam tu do Sofii sporo ciepła. Aż trudno uwierzyć, że w centralnej Polsce jest teraz tak zimno (-19C), kiedy wychodzi się z domu i nie trzeba dopinać kurtki, a tym bardziej odśnieżać auta:) Na razie jeszcze prognozy pogody wyglądają dobrze:) Oby jak najdłużej.
Żółte kwiaty mlecza wyglądają na soczystym zielonym trawniku niesamowicie. Szczególnie 2 grudnia:) Ale nic dziwnego, że dobrze się mają na tym trawniku, bo kto nie lubi temperatury 19,8 stopnia o tej porze roku.
Nie spodziewałem się, że na projekcję filmu Nanga Parbat zwalą się takie tłumy. Cieżko było kupić bilet, na szczęście sprzedawano też miejsca stojące. Kino było pełne, włącznie z każdym skrawkiem podłogi. A wśród podłogowiczów i ja. Nikt podczas filmu nie wyszedł. Wrażenia niesamowite. Spada lawina: huk, drżenie podłogi i ciała. Zdjęcia również niesamowite. A historia, mimo że doskonale znana (bo to przecież biografia Reinholda Messnera i jego tragicznie zmarłego brata Güntera) i tak trzymała w napięciu. Nie mam pewności, czy rosły facet, który siedział na podłodze obok mnie plakał, czy tylko wzrok mu się zmęczył, bo i mnie w pewnym momencie nieco obraz się zamazał ;-). Jeśli tak wygląda frekwencja na pozostałych filmach, to jestem pod wrażeniem głębokim!
Corocznie, począwszy od roku 1987, odbywa się w Sofii ciekawa impreza filmowa - Kinomania. Początkowo zwała się - Panorama Światowego Kina - i ta nazwa najlepiej oddaje charakter przedsięwziecia, polegającego na prezentacji filmów, które nie gościły na ekranach bułgarskich kin ze względu na ich rzekomo małą, że tak powiem komercyjność (filmów, filmów nie kin).
W sumie zaprezentowanych zostanie 72 filmów o tematyce różnorodnej. Są wsród nich fabularyzowane biografie (Nelsona Mandeli, Konfucjusza, Reinholda Messnera), są i animacje dla dzieci. Produkcje pomocniczo podzielone zostały na podkategorie: kino azjatyckie, latynoamerykańskie, włoskie, francuskie, brytyjskie, filmy dokumentalne, muzyczne, dla dzieci, festiwal festiwali, Akira Kurosawa.
Miłośnicy wysokich gór z przyjemnością pewnie obejrzą sfabularyzowaną biografię Reinholda Messnera, opowiadającą o narodzinach jego marzeń i utracie brata, z którym razem górskie wyzwania podejmował. Nanga Parbat (2010) reż. Joseph Vilsmaier. http://kinomania.bg/en/movie/69/
Kawasaki's rose (2009) reż.Jan Hrebejk, film znany w Polsce jako Czeski błąd. Doskonale praca z zakresu nurtu rozrachunkowo lustracyjnego. http://kinomania.bg/en/movie/73/
Flamenco flamenco (2010) reż. Carlos Saura - pieknie zrealizowana opowowieść no własnie o czym ;-) http://kinomania.bg/en/movie/65/
Konfucjusz (2010) reż. Hu Mei - kolejny tak zwany mit założycielski Chin. Kino służące budowaniu chinskiej tożsamości narodowej. Ze względu na niezwykłą dbałość o filmowy detal: perfekcyjny montaż i kadry warto obejrzeć! http://kinomania.bg/en/movie/79/
Kulturowy klimat Japonii. Zdobywaca Oskara w 2009 roku - Okuribito - odejścia w reżyserii Yôjirô Takita (2008)
Kilkanaście filmów widziałem już wcześniej. Kolejne będę musiał wpisać sobie na prywatną listę filmów do obejrzenia. Ale na co się wybrać do kina? Oto jest pytanie :) Przeglądam teraz program festiwalu, film po filmie, i wciąż jeszcze nie wiem co obejrzę na srebrnym ekranie.
Wiecej szczegółow, krótkie opisy filmów i trailery pod linkiem:
A zaraz po Kinomanii rusza w NDK "Tydzień Kina bałkańskiego" "Балканска киноседмица” (od 29 listopada do 5 grudnia). Niedawno odbywał się Złoty Kukier, międzynarodowy festiwal filmów animowanych. W marcu miała miejsce 14 edycja Sofia International Film Festival.
Dużo dzieje się w światku filmowym w Sofii. Kinomani mają gdzie ucztować i czym się pożywiać!
Parki w Sofii to miejsca bardzo uczęszczane. Starsi ludzie siadają na ławkach, pogadają albo rozegrają partyjkę szachów. Młodzież leży na trawnikach i też się zabawia świetnie. Rodzice z małymi dziećmi przebywaja na placu zabaw. Nikt tu nie zabrania biegania po trawniku. Nie ściga się też parkowiczów za picie piwa. A mimo to nie widać by ktokolwiek miał problemy z równowagą, albo zachowywał się głośno lub nieprzyzwoicie. Ani razu przez okres roku nie widziałem nigdzie rozbitego szkła. Pełna kultura.
Można też przekąsić małe 'conieco'. Kukurydza prażona, gotowana, orzeszki, słonecznik, kebab, frytki, naleśniki, lody i wiele, wiele innych rzeczy mniej lub bardziej smacznych rzeczy. Nic dziwnego, że parki w Sofii pełne są ludzi od rana do zmierzchu. A już szczególnie w niedzielę. Dziś, 7 listopada było na tyle ciepło, że dało się chodzić w krótkiej koszulce. Pełne słońce, błękitne niebo. Kolorowe liście i zielone trawniki. Świetna pogoda na spacer.
Zdjęcia zrobiłem w połowie październikia około godziny 20, dziś niestety zapomniałem włożyć do apartu baterii :) Aparat oczywiście zabrałem.
Słonia i żółwia pamiętają rodzice jeszcze z własnego dzieciństwa.
Place zabaw zrobiono bardzo nowocześnie. Wyłożone są bardzo miękką gumą amortyzująca upadki, a sprzęty wykonane są tak, by nie było kantów, ostrych krawędzi, czy wystających śrub. Bardzo przemyślane projety. W mieście wszystkie nowe instalacje dla dzieci są zrobione perfekcyjnie. Podziwiam Bułgarów za to!
No i obowiązkowa rzecz w przestrzeni publicznej w Bułgarii: darmowy dostęp do Internetu. Nie tylko w budynkach użyteczności publicznej, centrach handlowych, restauracjach, na stacjach paliw i dworcach. Również w parkach jest dostęp do bezprzewodowego Internetu! Brawo!!!
Istnieje pewna drobna, acz fascynująca rozbieżność między znaczeniem słowa 'dobranoc' w języku bułgarskim i polskim. Taka oto sytuacja zilustruje tę różnicę najlepiej:
Absolutny środek nocy. Do radia dzwoni słuchacz i na powitanie mówi co? Dobranoc! Dopiero później zaczyna rozmowę.
Takich drobiazgów jest znacznie, znacznie więcej. Każdy dzień zaskakuje czymś nowym :)
Po raz kolejny przytrafiła mi się sytuacja, w której wieloletnie przywyczajenie do kiwania głową w dół by przytaknąć, takie na sposób Polski, europejski i światowy wręcz, stało się przyczyną małego nieporozumienia z Bułgarami. Tym razem było to tak:
wchodzę do klatki schodowej, widzę nadchodząca dziewczynkę. Pytam, czy też chce wejść. Dziewczynka anemicznie kręci głową na boki. Zamykam drzwi przed jej nosem! Po kilkunastu sekundach zdałem sobie sprawę z tego, że odpowiedziała 'tak' i wracam by otworzyć jej drzwi.
Staram się pamiętać by samemu nie przytakiwać kiwaniem głową, bo dochodzi do irytyjących sytuacji kiedy werbalnie odpowiadam, że rozumiem, że zgadzam się z rozmówcą, a gesty mówią coś przeciwnego.
Strasznie ciężko nad tym zapanować. I robi się momentami nawet groźnie z tego powodu.
Stoi facet na prawym pasie, pyta czy go wpuszcze. Ja kiwam głową w dół, że tak. Dla niego to jest odpowiedź, że 'nie', a ręką pokazuję mu po bułgarsku - dawaj, dawaj. Wjeżdzaj! I człowiek jest tą moją niespójnością gestów mocno skołowany.
Ciekawe jak Bułgarzy radzą sobie z tą swoja odwrotną gestykulacją będąc za granicą?
Planeta Payner obchodziła 9 czerwca swoje 20 urodziny. Impreza przed cerkwią Aleksandra Newskiego była tak bardzo huczna, że w głowie huczało mi jeszcze przez pół nocy. Szum i świst w uszach, bo nie pomyślałem o zabraniu stoperów, by ten potężny dźwięk 'nieco' przytłumić. A biorąc pod uwagę, że tłum śpiewał z wykonawcami tak głośno, żeby słyszeli oni ten ryk na scenie...to tłumić naprawdę było co. Nie, nie - spoko. Było bardzo fajnie widzieć, słyszeć i momentami czuć olbrzymi entuzjazm tłumu. Młodzież, trochę dorosłych, trochę dzieci. Wszyscy bawili się wyśmienicie. Takich pokładów energii wyzwalanej w jednej chwili przez tysiące młodych ludzi nie widziałem nigdy! Totalny Power - bardziej się chyba już nie da. (Koncerty wielkich gwiazd rocka są jednak trochę spokojniejsze). Poczucie wspólnoty dzięki czałga? Niesamowite! Ani Wielkanoc, ani święto odzyskania przez Bułgarię niepodległości nie było w stanie przyciągnąć takiej liczby dzieciaków, a popkultura owszem! Przy okazji dotarło do mnie, że wytwórnia fonograficzna Payner działa według genialnego modelu biznesowego, skoro przetrwała na rynku 20 lat i radzi sobie doskonale. Opiszę ten temat innym razem, bo jest to rzecz bardzo ciekawa. A tymczasem wrócę jeszcze pamięcią do koncertu. Występowały po kolei gwiazdy 'stajni' Payner, przeważnie śpiewały po jednym kawałku, bez możliwości bisowania, ale gdy nadeszła kolej Preslavy - carycy bułgarskiej czałgi, wiadomo było, że nie może się skonczyć na jednym kawałku. A kiedy wszystkie dziewczyny zaczęły razem z Preslavą śpiewać - całuj moje usta, całuj moją skórę, całuj wszędzie tam gdzie wiesz, że uwielbiam... facetom opadły normalnie szczęki. Taka właśnie jest czałga - aż od niej iskrzy. W Polsce nie ma takiego muzycznego zjawiska. (Kolejny temat na osobny wpis). A na sam koniec odśpiewana została piosenka patriotyczna o dorastaniu w Bułgarii i pięknie tego kraju i to była dla mnie największa niespodzianka. Wolno odśpiewana, nastrojowa jak na przyzwoitą balladę przystało. Dzieciaki miały ręce w górze, rytmicznie chwiały się na boki. Śpiewali absolutnie wszyscy! Tak też można budować poczucie wspólnoty i wytwarzać uczucia patriotyczne. Brawo. Brawo. Brawo.
W parku przed Uniwersytetem Sofijskim stała jakiś czas temu wystawa plakatów, których tematem przewodnim była integracja europejska Bułgarii. Humorystycznie narysowane obrazki przyciągały uwagę bardzo wielu przechodniów. Oto kilka rysunków:
prof. Jerzego Buzka Polakom przedstawiać chyba nie trzeba :)