Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcje turystyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcje turystyczne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2012

Provadia - najstarsze miasto w Europie!

Rok 2012 obfitował w Bułgarii w wielkie odkrycia archeologiczne. W Debelt niedaleko Burgas zapadała się pod ciężarówką polna droga. Okazało się, że pod spodem znajduje się grobowiec z czasów imperium rzymskiego! W Sinemorec znaleziono garnek z cennymi monetami. Nie ma praktycznie miesiąca by nie odkopano czegoś ciekawego. Największym jednak odkryciem okazała się Provadia - najstarsze siedlisko ludzkie odkryte dotychczas w Europie. Jest to znalezisko o znaczeniu ogromnym!!! Poniżej zamieszczony filmik wyjaśni resztę.

poniedziałek, 17 maja 2010

Telefoniczna informacja o obiektach turystycznych

Przy atrakcjach turystycznych w całej Bułgarii umieszczone są charakterystyczne brązowe tablice z krótkim opisem i numerem telefonicznym, pod którym za 1.20 lewe można wysłuchać przez własny telefon komórkowy informacji o oglądanym obiekcie. Bardzo to wygodne i pożyteczne rozwiązanie. Podobnie jest w niektórych galeriach i muzeach, z tym, że tam przekaz jest darmowy. Wpisuje się numer umieszczony przy dziele sztuki i już wiedza sączy się do ucha, po angielsku albo po bułgarsku, jak kto woli. Dla muzeum korzystanie z infrastruktury telefonii komórkowej pewnie jest i tańsze i praktyczniejsze w realizacji, niż bawienie się ze specjalnymi przekaźnikami i słuchawkami wypożyczanymi przez zwiedzających. Co własny telefon, to własny telefon. Brawo.

piątek, 6 listopada 2009

Monastyr Rylski

Monastyr Rylski - zabytek najwyższej klasy, który widnieje chyba na wszystkich okładkach wszelkiej maści przewodników turystycznych po Bułgarii. Po prostu rzecz, której nie można nie zobaczyć będąc tutaj. Zbudowany we wspaniałej scenerii przyrodniczej; w kotlinie, między wysokimi górami, obiekt sam w sobie jest piękny. Jest to jedno z 2 najważniejszych miejsc kultu religijnego w Bułgarii. O drugim napiszę dopiero wtedy, gdy już rodzinnie go obejrzymy. Podobno żaden z prawosławnych monastyrów nie jest zbudowany w ten sposób. Tu mury zamykają się w kwadrat, czyniąc z monastyru twierdzę, co podobno jest wyjątkowe w skali całego prawosławia. W cerkwi stojącej pośrodku murów monastyru znajduje się święta relikwia. Nie podszedłem do niej, nie chcąc profanować swoją osobą świętości. Kiedy wierni prawosławni dotykali i całowali trumnę skrywającą szczątki świętego Iwana, widać było na ich twarzach głęboką wiarę w sens. Do tego zapach świec i artystyczne piekno wnętrza. Fantastyczne.


Przybywających gości wita stojący w zwieńczeniu portalu święty.






















Wiele kolumn jest nadwyrężonych upływem czasu i obciążeniem jakie muszą przenosić. Tym bardziej, że stoją w miejscu gdzie notuje się wstrząsy sejsmiczne. (Siła wstrząsów w tym regionie dochodzi do około 4,5 stopnia w skali Richtera).



Mury również bywają spękane.







Nad wejściem do dzwonnicy, służącej również za wieżę obronną, widoczny jest fragment inskrypcji, która głosi, że za panowania króla Stafana Duszana, w latach 1334-1335, wielkim wysiłkiem pracy i poniesionych kosztów wieżę tę wybudowano, ku czci świętego Jana z Ryły i Rodzicielki Bożej.



Czego dotyczyło to pismo? Może teologii ;-)



Strudzeni podróżą, zmęczeni zwiedzaniem oraz estetycznymi i religinymi doznaniami, możemy zaczerpnąć posrebrzaną chochlą smacznej, źródlanej wody.

czwartek, 17 września 2009

Deultum

W południowo-wschodniej części Bułgarii, 20km od portowego miasta Burgas, znajduje się wieś Debelt. Tuż za tablicą sygnalizującą koniec miejscowości zbudowano archeologiczną stację badawczą – muzeum, gromadzącą artefakty znalezione w wykopaliskach starożytnego Deultum - kolonii rzymskiej w Tracji. Funkcjonująca od późnego Antyku, aż do wieków średnich kolonia przez niemal dwa tysiące lat odgrywała wiodącą rolę handlowo-ekonomiczną w regionie. Zbiegały się tam szlaki prowadzące od Morza Czarnego do Morza Egejskiego.


















W sumie muzeum robi wrażenie bardzo zaniedbanego, ekspozycja zawiera niewiele eksponatów i jest średnio ciekawa. Na szczęście chętnie wniesiona przeze mnie nieformalna opłata za możliwość zaparkowania na terenie muzeum oraz to, że dukałem po bułgarsku, sprawiły że wskazano nam prawdziwą perełkę, doradzając żeby koniecznie zabrać aparat i porobić zdjęcia, bo okazja jest unikalna.

Poza obszarem muzuem, dosłownie 50 metrów od jego ogrodzenia znajduje się rozkopany do połowy pagórek, który przez wieki skrywał fragment założonej przez cesarza Wespazjana stanicy dla weteranów VIII legionu Augusta, stacjonującego w Tracji.
I to właśnie możliwość obejrzenia tego archeologicznego cuda z bliska i pomacania go, sprawiła że wycieczka do Deultum okazała się tak bardzo udana.






Co myśli kamienny trotuar, który widział świetność i upadek imperium, gdy grubo ponad 1000 lat później chodzi po nim dwulatek?





Systemy kanalizacyjne łaźni.





I ogrzewanie podłogowe – tak zwane hypocaustum



Przewrócone kolumny świątyni Asklepiosa.





Drzemiące jeszcze w ziemi garnce i amfory, niedługo zostaną wydobyte na powierzchnię i posklejane przez studentów archeologii, którzy przybędą na praktyki przedmiotowe.





W Internecie można znaleźć opisy monet bitych w Deultum, czasem trafi się też oferta sprzedaży takiego małego cudeńka.

W Bułgarii 'obciążonej' bogatą historyczną przeszłością siłą rzeczy takich fantastycznych miejsc musi być znacznie więcej. Część została już rozgrabiona. Na niesamowicie intratnym procederze zdążyły wyrosnąć potężne fortuny. Większa część skarbów pewnie pozostaje jeszcze pod ziemią. Od wizyty w Deultum podejrzliwie patrzę na każdy pagórek.

No i na myśl przychodzi doskonała piosenka Budki Suflera - Słowa i Kamienie (muzyka Romuald Lipko, tekst Andrzej Mogielnicki)

Co po nas będzie, kiedy czas
Zamieni wszystko w sen...
Dalekie jutro, które w nas
Już dzisiaj brzmi jak tren
Tren...
Kto to wie
Kto to wiedzieć chce?

Słowa i kamienie
Starte na pył
Przemielone w kurz i piach
Myśli i marzenia
Tego, kto był
W zapomnianych dawno dniach

Czy pozostanie choćby ślad
Gdy tamten przyjdzie dzień
Antyczny wers uwagi wart
Lub piramidy cień
Cień...
Kto to wie
Kto to wiedzieć chce?

Słowa i kamienie...

A kiedy wreszcie skończy się
Ewolucyjna gra
Czy się zachowa po nas gdzieś
W bursztynie choćby łza
Łza...
Kto to wie
Kto to wiedzieć chce?

Słowa i kamienie...

sobota, 11 lipca 2009

Beglik Tash - tracka świątynia megalityczna

Na południowej części wybrzeża, w lesie kilka kilometrów od Primorska znajduje się bardzo interesująca formacja skalna zwana Beglik Tash. Jest to atrakcja geologiczna, którą warto obejrzeć, jeśli jest się na bułgarskim wybrzeżu poniżej Burgas. Od głównej drogi do Burgas, przy zjeździe na Primorsko, prowadzą do Beglik Tash brązowe tabliczki z napisem i piktogramem, jednak końcowy fragment drogi jest oznaczony słabo. (Ponieważ nie jest daleko, można pozwolić sobie na ewentualne zawrócenie po przejechaniu kilkuset metrów, gdybyśmy popełnili błąd). Gdy dojedziemy już na miejsce, auto lepiej zostawić na zaimprowizowanym parkingu i ostatnie 1300 metrów przejść pieszo. (Droga jest nieprzejezdna dla cywilnych aut, a i SUV-y na pewnym fragmencie nie dadzą rady). Po 10 minutowym spacerze leśną drogą dochodzimy do krawędzi płaskiej, choć nieco pochylonej polany, na brzegu której znajdują się głazy pochodzenia wulkanicznego, oblane u podstawy zastygłą magmą.

Poszukując w sieci informacji na temat Beglik Tash natrafiłem na opisy, typu: „głazy zostały ociosane, wyrzeźbione” albo „kamienne bloki zostały przyniesione i poustawiane (arranged)” albo „widoczne są pozostałości dawnego labiryntu służącego starożytnym Trakom do rytów przejścia”, albo „kamienie zostały poustawiane tak, by utworzyć przypominającą macicę jaskinie, co jest świadectwem kultu Bogini Matki”

Dla mnie informacje tego typu są raczej mało wiarygodne, za to z całą pewnością dowodzą wielkiej wyobraźni twórców legendy. Szczególnie po przyjrzeniu się z bliska owym „ociosanym” kamieniom dochodzę do wniosku, że niesamowitą sztuką było przyniesienie ich, poustawianie na sobie i zatopienie ich po ociosaniu w magmie. Tylko dlaczego Trakowie, jak już zadali sobie tyle trudu by dźwigać i ciosać potężne głazy, nie pomyśleli o ustawieniu z nich jakiegoś wzóru geometrycznego?

Wydaje mi się, że porównywanie przez niektórych pasjonatów utworzonego przez naturę Beglik Tash, o kompletnie przypadkowym ustawieniu kamieni różnych wielkości i kształtów do stworzonego dzięki intelektowi człowieka Stonhenge - jest co najmniej mocno nieusprawiedliwione.

Mówiąc już poważnie, bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie, że tak niezwykłe zjawisko przyrodnicze musiało budzić zaciekawienie, a pewnie i dreszcz przerażenia i szacunek, bo w mitologią nasyconym świecie, taka konfiguracja przestrzenna potężnych głazów mogła być jedynie dziełem bogów lub co najmniej herosów pokroju Herkulesa czy Atlasa. Mogę też sobie wyobrazić, że płaski fragment rozlanej magmy mógł być sceną naturalnego amfiteatru, albo nawet miejscem jakiegoś religijnego misterium.

Niezależnie od legend i ich interpretacji, warto odwiedzić Beglik Tash, bo frapujący to widok. Kilku i kilkunastometrowej wysokości, ważące dziesiątki ton kamienie o ciekawych formach. Jak to nad brzegiem morza - trafia się nawet rekin i wieloryb. Trafiają się też niestety kleszcze, które zazdrośnie strzegąc swojej świątyni, kąsają podstępnie i zajadle.

Zdjęcia poniżej można powiększyć kliknięciem. Jednak nawet wtedy nie oddają rzeczywistej wielkości obiektów.