Co jakiś czas czytam w polskich serwisach informacyjnych o bułgarskich prostytutkach, stręczycielach i handlarzach ludźmi. Wystarczy by wśród ponad setki polskich mafiosów znalazło się 4 współpracujących obywateli Bułgarii i można wyprodukować chwytliwy news przerzucając winę na Bułgarów. Do tego dochodzą informacje o korupcji w Bułgarii, o przejściowych kłopotach z wywozem śmieci albo o innych plagach. I już mamy gotowy obraz kraju zacofanego, zasyfionego, skorumpowanego i bardzo niebezpiecznego. Po wielu latach przekazywania przez polskie media takich obrazów, ludzie którzy nie byli nigdy w Bułgarii mają o tym kraju okropne zdanie. Sam ze wstydem się przyznaję, że jeszcze rok temu wyobrażałem sobie Bułgarię podobnie jak oni :(
Oczywiście w Polsce prostytutek nie ma. Stręczycielstwo to słowo ze słownika wyrazów obcych. Handel ludźmi - rzecz w ogóle w Polsce niewyobrażalna. Korupcja również. Przestępczość polska to wymysł czysto abstrakcyjny, a tym bardziej poza granicami Polski. Bo za granicę wyjeżdżają wyłącznie ludzie prawi o życiorysach wręcz kryształowych. Ciekawe na jakiej podstawie Brytyjczycy, Niemcy, Włosi, Francuzi wyrobili sobie o Polakach nieprzychylne zdanie: że prymitywni, że jak popiją to biją własne żony, że Polki są łatwe?
Pewnie znaleźli sobie po prostu kozła ofiarnego, aby ich własne społeczeństwo poczuło się lepsze? I wychodzi na to, że my Polacy robimy dokładnie tak samo, aby nasze społeczeństwo także mogło się dowartościować. Tylko, że my na kozła ofiarnego wybraliśmy sobie Bułgarów i Rumunów. Przez co emigrantom z tych krajów żyje się w Polsce dużo trudniej.
Najciekawsze w zjawisku jest to, że za gorsze od siebie uważamy narody, w których PKB per capita (dochód przypadający na głowę mieszkańca) jest niższe od naszego własnego. Nieważna jest ich przebogata historia, niesamowita antyczna przeszłość, o której czytaliśmy w greckiej mitologii, i o której sami nawet nie możemy pomarzyć. Rumunia za to, to słynna prowincja poteżnego nigdyś Rzymu. Językoznawcy zaznajomieni z tematem twierdzą, że dzisiejszy język rumuński bardziej przypomnia język ówczesnego, rzymskiego imperium niż współczesny język włoski.
Czarowi stereotypu uległa nawet Dorota Masłowska, uważana za przenikliwą obserwatorkę rzeczywistości, pisząc sztukę "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku". Można się spierać o intencje i motywacje autorki przy wyborze tytułu, ale samego faktu skorzystania przez nia z mitu zrelatywizować już tak łatwo się nie da.
W Prisztinie odsłonięto pomnik Clintona
16 lat temu